Liczę już do trzech Zniknie każda myśl Monotonny byt zgaszę w mig Gdy nacisnę spust Przerwę najcieńszą nić Wolno stygnie puls Ciało jeszcze drga Cicho sączy się Lepka sączy się Krew ścinanych drzew Nim strzał wyrwie mi z gardła ostatni krzyk Chcę uciec przeznaczeniu horskopom z gwiazd Co mnie nie zabije wzmocni to jest mój zew krwi Samotność już szarpie mnie Swym kłem wbija się w kark Są rzeczy których w życiu żałuję najbardziej wiesz Że byłeś we mnie kiedyś tak gęboko tak Rana się nie goi tak jak zadra we mnie tkwi I z biegiem lat pali mnie jak kwas Tak bym chciała o sobie zapomnieć